Mamy nadzieję, że impreza się odbędzie. W maju foodtracki, za rok Pearl Jam

Wczoraj, czyli w czwartek, radna Katarzyna Owoc-Kochańska zamieściła pismo od mieszkańca Wschowy na swoim profilu facebookowym, a potem na grupie Hello Wschowa. Rzecz dotyczy foodtracków, które miałyby pojawić się na wschowskim rynku w połowie maja. W tym roku.

Radna Katarzyna Owoc-Kochańska co jakiś czas zamieszcza jakieś dokumenty, pisma, które wysyła do różnych instytucji publicznych we Wschowie. Przyjęła po prostu taką zasadę, że będzie informować mieszkańców o tym, co robi, za jakimi sprawami biega, jakie sprawy, powierzają jej mieszkańcy.

Można by powiedzieć, że robi dużo szumu wokół siebie, ale raczej nie w tym rzecz. Ilu radnych, tyle różnych gustów, tyle różnej wrażliwości na sprawy społeczne. Jedni lubią Dżem, inni Pearl Jam itd., itp., nie trzeba tego tłumaczyć. Każdy z radnych działa, jak mu tam w duszy gra. Ważne, że będąc przedstawicielami mieszkańców, starają się w ich imieniu zabierać głos.

Opiszę to tak, jak to obserwuję z zewnątrz

Coś się jednak zmieniło, bo wczoraj wpis radnej został wypatrzony przez Aleksandra Ziemka, który – opiszę to tak, jak to obserwuję z zewnątrz – wszedł chyba już w rolę osoby ds. mediów. Kogoś, kogo zadanie miałoby polegać na gaszeniu pożarów w miejscach publicznych. Być może między innymi na tym będzie polegała też rola urzędnika, aby na szerszym forum, a takim niewątpliwie jest grupa Hello Wschowa, w odróżnieniu od prywatnego konta na facebooku radnej Owoc-Kochańskiej, odnosić się do wypowiedzi, które sugerowałyby, że coś nie działa na linii mieszkańcy – burmistrz.

Zaznaczę tylko – nie twierdzę, że Aleksander Ziemek wszedł już w nową rolę urzędnika, bo być może spontanicznie zareagował, wypatrzył na Hello Wschowa wpis radnej, a ponieważ lubi porządek, a nie lubi wywierania presji, to postanowił o tym napisać. Więc zaznaczę – nie twierdzę, że Olek wszedł już w nową rolę. Twierdzę natomiast, że tak to wygląda z zewnątrz. Że zareagował i dał wskazówki, jak należy postępować, a jak nie należy. Wcześniej na Hello Wschowa chyba takich rad nie dawał. Na pewno nie w roli radnego.

Więc przyglądając się temu blogerskim okiem, wydaje się, że to nowa sytuacja, z której coś wynika. Co dokładnie?

Jeżeli plany ujrzą światło dzienne

Nie ma chemii w obozie władzy. I Olek, i Katarzyna pochodzą z jednego komitetu wyborczego, którego kandydat został burmistrzem. Muszą sobie dzisiaj pewne sprawy wyjaśniać na forum publicznym, a to znaczy, że nie są w stanie się porozumieć w zaciszu gabinetów.

Z wpisu radnej odczytuję, że coś, co radnej wydawało się już ustalone – wynika to też z pisma potencjalnego organizatora majowych foodtracków – poddano w wątpliwość. Stąd – rozumiem – obawa radnej i pismo potencjalnego organizatora do burmistrza. Stąd też upublicznienie pisma i próba zwrócenia uwagi szerszej grupie mieszkańców. Radna wyszła z założenia, że skoro coś, co wydawało się już ustalone, a co nagle poddano w wątpliwość, ma szanse na realizację wtedy, jeżeli plany ujrzą światło dzienne. Dodam, że chyba dwa miesiące temu byłem świadkiem rozmowy na jednej z komisji, gdzie przedstawiciel jednej z jednostek publicznych zapewniał radną, że ma pełne wsparcie w tej sprawie instytucji, którą reprezentuje. Jak rozumiem to wsparcie radna straciła. Stąd jej obawy.

Jest to rodzaj presji

Radna więc upublicznia pismo potencjalnego organizatora. Przyszły urzędnik wypowiada się, tłumacząc, że kolejność jest inna niż proponuje radna. Otóż kolejność jest taka – piszemy pismo do władz miasta lub odbywamy z nimi rozmowę przedstawiając swoje potrzeby. Nie powinno się też upubliczniać swoich potrzeb, ponieważ jest to rodzaj presji  i ona, ta presja, nie przyspiesza prac nad potrzebami mieszkańców. A więc ma być pismo, ewentualnie rozmowa i brak jakichkolwiek publicznych dyskusji na ten temat. Jeżeli spełni się te warunki, to prace przyspieszą. Jeżeli tych warunków się nie spełni, to prace nie przyspieszą.

Mamy nadzieję, że impreza się odbędzie

I jest jeszcze jeden dość subtelny wyraz tej sprawy, który – podkreślam – rzuca się w oczy, kiedy człowiek się całej tej sytuacji przygląda ot tak, przypadkiem. A mianowicie radna daje do zrozumienia, że majowy przyjazd foodtracków na wschowski rynek stanął pod znakiem zapytania, chociaż jeszcze jakiś czas temu tak nie było. Przyszły urzędnik odpowiada, że nic o tym nie wie i nie wykazuje informacją, którą podaje radna, większego zainteresowania. Radzi jednak, żeby upubliczniając taką informację, posiłkować się faktami, które zna i na bazie faktów, które zna, a nie na bazie faktów, które zna radna, informować opinię publiczną według następującego schematu: była rozmowa (z burmistrzem – przyp. red.), po rozmowie zostało wysłane pismo (do burmistrza – przyp. red.), mamy nadzieję, że impreza się odbędzie. I znowu – dowiadujemy się, że jeżeli informacja podana do publicznej wiadomości brzmi inaczej, to mamy do czynienia z presją, a jak mamy do czynienia z presją, to ona nie przyspiesza prac.

Wtedy dobrze nie będzie

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wysyła się pewien przekaz do mieszkańców, że ma być tak, jak chce władza i wtedy wszystko będzie dobrze, a nie tak, jak sobie to wyobrażają jeden z drugim, bo wtedy dobrze nie będzie. Ci, którzy to rozumieją, będą wynagradzani, a ci, którzy tego nie pojmują, nagradzani nie będą. Poza tym nie należy publicznie za dużo gadać o tym, co by się chciało, bo to dobrze nie wróży. Jeżeli chce się o czymś publicznie mówić, to należy jedynie wyrażać nadzieję, że się uda to, o co się wnioskuje.

Taki pozostał mi obraz po lekturze krótkiej rozmowy przyszłego urzędnika z radną na grupie Hello Wschowa. I przez chwilę zwątpiłem nawet, zastanawiając się, czy jak to, o czym myślę, upublicznię, to pomogę tej imprezie, czy jej zaszkodzę według tak rozpisanego scenariusza. Tym bardziej, że jak impreza z foodtrackami się odbędzie, to wysyłam pismo z wnioskiem o koncert w 2020 roku zespołu Pearl Jam na Dniach Wschowy, jako kontynuacja koncertu zespołu Dżem w roku 2019. Również na Dniach Wschowy.

Dodaj komentarz