Nie trzeba nikogo już przekonywać, że żar leje się z nieba, zresztą, gdyby to był tylko żar, to jeszcze pół biedy, ale prawdę mówiąc, nie oszukujmy się, piekło wylewa się z nieba od rana do wieczora, z przerwą na noc, a potem od nowa. Nieprzerwanie. Gdzieś w okolicach nawet deszcz jakiś spadnie od czasu do czasu, grad, można by powiedzieć, coś jak zima w środku lata, ale we Wschowie nawet i tego nie ma. Będą za to Dni Wschowy, impreza, która nie tak dawno, miała zmienić nazwę, ale nikt niczego lepszego nie wymyślił. Dlaczego nie wymyślił? Tego dokładnie nie wiadomo, może nie było ku temu jakichś sensownych przesłanek. Dni Wschowy pozostały i dzisiaj nie ma lepszej wiadomości pod wielkim piekłem nieba (dobrze piszę, panie, Piotrze?)
W to piekło wybrałem się kilka razy poza moje miejsce pracy, kwadrat, który zmienia się w zależności od czynników zewnętrznych. Raz to jest ten kwadrat, raz inny – człowiek ma kilka kwadratów, to potem nie wie, gdzie się podziać, żeby jakiś wiatr, wiaterek, zefirek niewinny go musnął przypadkiem. Chociaż, trzeba przyznać, przypadków nie ma. Dlatego w to piekło z nieba, ale odczuwane na ziemi, wybrałem się do biblioteki. Po Alice Munro. Ty, mój drogi czytelniku, pewnie nie wiesz kto to jest Alice Munro. Nie szkodzi. Grunt, że ja wiem, gorzej mogłoby być tylko wtedy, gdybym wybrał się do biblioteki po Munro, nie wiedząc kto to jest, skąd ona jest i bym taki wracał z rozdziawioną gębą z Munro pod pachą, jakbym zaraz miał ją komuś wręczyć w uznaniu za zasługi dla miasta albo powiatu.
Nic z tego. Wybrałem się po Alice Munro i z Alice Munro wróciłem do swoich kwadratów. Nie pisałbym może o tym, bo kogo interesują piekielne peregrynacje człowieka z kwadratu. Raczej nikogo. Kto zresztą w te dni, tamte noce, przemieszcza się w tym mieście, gdzie już wkrótce odbędą się Dni Wschowy. No raczej nikt się nie porusza, każdy siły oszczędza na zbliżający się weekend. I ja to szanuję, jak mówi popularny piosenkarz w popularnej reklamie.
Ale idąc wtedy do biblioteki, nie wiem, jak to się stało, bo w tej dziedzinie specjalistami są radni, oni wiedzą, jakie zwoje mózgu odpowiadają za interpelacje i zapytania, wnioski itp., w każdym razie idąc tak w jedną stronę, a potem w drugą, jakoś tak samoistnie chyba, może coś mi się w środku przegrzało, nie wiem, radny byłby tutaj ekspertem, ale pojawił się we mnie wniosek obywatelski, taki wniosek niewypowiedziany jeszcze wtedy, w chwili, kiedy się we mnie pojawił, na chwilę zresztą, ale który chciał, żeby go też dalej pchnąć w kierunku ludzi, żeby ludzie się później wypowiedzieli, czy to ma sens, czy raczej sensu nie ma. No, wiadomo, ogromne emocje temu towarzyszyły. Jak to w życiu.
W każdym razie, żeby nie przedłużać, zastanawiałem się, czy nie można zamiast kurtyny wodnej na rynku, w całym mieście uruchomić klimatyzację. Wiecie, że człowiek wychodzi z domu, a na zewnątrz, w całej Wschowie hula klima ustawiona na 20 stopni. Nie wiem, jak to zrobić, ale to miasto wydało na świat tylu znamienitych architektów, ekonomistów, ludzi z branży reklamy i PR, speców od budownictwa, że naprawdę wstyd, że jeszcze nie pomyśleli o tym. W sensie o nas, mieszkańcach, którym dzień w dzień piekło na łeb się wali, jakby to była jakaś rzecz naturalna, a przecież taką nie jest.
Więc może, nie wiem, może Alice Munro wypożyczcie, tez będziecie mieli takie świeżynki, pomysły, jak miasto z kolan podnieść, kiedy piekło żarem z nieba się leje w sposób niestrudzony.