Zapalniczka wpadła mi do wody

Zapalniczka wpadła mi do wody. Woda była wymieszana z porannym moczem. Potem suszyła się na słońcu. A teraz działa. Ciekawe, czy byłoby podobnie, gdyby do wody wymieszanej z porannym moczem wpadły mi zdjęcia, które trzymam w telefonie. Wyłożyłbym je wszystkie, jak zapalniczkę, na parapecie i czekał aż przeschną. Ale czy one by potem zadziałały, tak, jak teraz działają, gdy je przeglądam na małym ekranie?

W bibliotece biorę z półek ,,Magiczne oko” Izabeli Filipiak i ,,Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji” Marceliny Szumer-Brysz. Tę drugą, bo zaczyna się 16 lipca 2016 roku. Dokładnie tego dnia, w nocy, przebudziłem się, jak to się często zdarza, bez celu i planu. Tym gorzej, kiedy w takim stanie przebudzasz się w świecie, w którym, żeby coś osiągnąć musisz mieć przed oczami cel i plan. Jeżeli tego przez przypadek nie masz, to lepiej nie otwierać oczu, inaczej świat cię połknie, przeżuje i wypluje. Po prostu się urodzisz i po jakimś czasie umrzesz.

Musiałem wtedy zajrzeć do laptopa, a z laptopa zajrzały do ciemnego, polskiego pomieszczenia, zaniepokojone tureckie twarze. W książce tę noc, w którą się przebudziłem, autorka nazwała  najdłuższą nocą w roku. A pod spodem tej nocy dowiedziałem się, że tureckie c czytamy, jak polskie dż, z kolei s i c ale to są s i c z takimi małymi zygzakami u dołu, prawie takie ś i ć, ale ustawione do góry nogami i bez tych przerw między kreskami nad literami, czytamy jak sz i cz.

Tę pierwszą książkę, którą wspomniałem, znalezioną w bibliotece, na półce, obok ,,Absolutnej amnezji” – miałem szczęście. Mówi się, że szczęściu trzeba pomóc. I chyba tak się stało w dniu, kiedy wybrałem się do biblioteki. Zresztą nie jestem teraz tego tak pewien, czy szczęściu trzeba pomóc. Czy tak się rzeczywiście mówi. Tak teraz o tym myślę, bo zajrzałem przy okazji do internetowej encyklopedii LGBT, a tam spis książek, wydanych przez Izabelę Morską (Filipiak) kończy się na 2007 roku, a link do jej bloga/strony jest nieaktywny.

Myślę, że mnie dużo ominęło. To mnie prawdę mówiąc prześladuje. Ten wybór opowiadań z jej dwóch książek ,,Niebieska menażeria” oraz ,,Śmierć i spirala” być może już kiedyś miałem w rękach. Ale całkiem prawdopodobne jest również i to, że wcale nie, że coś mi się wydaje, że sobie coś ubzdurałem, że sobie akurat to wymyśliłem. Nie zmienia to jednak faktu, że żyję już tak długo na tym świecie, że co kilkanaście lat trafiam na książki Izabeli Filipiak. Zawsze z dużym opóźnieniem. Czuję się wtedy tak nie w porę, jakbym przeżuwał zawsze jakiś inny świat, kiedy jego sens i smak jest w zupełnie innym miejscu. ,,Absolutną amnezję”, jedną z tych książek, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, przeczytałem – jeżeli dobrze liczę – kilka lat po premierze. To mógł być 2001 rok, może rok później, może dwa. Mogłem mieć 27 lat, a mogłem 28. Myślę, że ,,Absolutną amnezję” zaliczyłbym do jednego z 10 przełomowych tekstów, jakie zdarzyło mi się przeczytać, obok ,,Lochów Watykanu” Andre Gide, ,,Os” Arystofanesa, czy eseju Andrzeja Szahaja na temat strategii interpretacyjnej Stanleya Fisha (słynne pytanie studentki Fisha, czy na tych ćwiczeniach jest tekst, w sensie, czy wierzy się w teksty i tego typu rzeczy, czy w czytelnika).

Swoją drogą, kiedy tak wymieniam te tytuły i nazwiska, które za nimi stoją, to czy za tym gestem, można odkryć te same motywacje, które w innym miejscu i przez kogoś innego, sprowadzają się do wypisania modeli samochodów, którymi się przez ostatnie lata przemierzało polskie i europejskie drogi i autostrady? To bardzo prawdopodobne, że między jedną, a drugą strategią narracyjną, nie ma żadnej, ale to żadnej różnicy.

Dodaj komentarz