Gmina nie zamierza tej nieruchomości odkupić. Polemika z artykułem Zw.pl

W piątek (19 czerwca), późnym wieczorem, na portalu Zw.pl pojawił się artykuł Kino ,,Hel” – tykająca bomba zegarowa. Niezręcznie mi jest odnosić się do artykułów zamieszczanych na portalu, bo do niedawna byłem tam dziennikarzem. Jednak treść tam zamieszczona, sprawia, że chcąc nie chcąc, chciałbym się w kilku słowach odnieść do tego, co tam przeczytałem.

Autor w pierwszym akapicie pisze, że gmina ma odkupić budynek po kinie ,,Hel”, bo do Urzędu wpłynęło pismo przedsądowe, wzywające gminę do wykonania porozumienia, które gmina zawarła w 2018 roku z inwestorem.

I to właściwie wszystko, czego dowiadujemy się o tym piśmie. Cała reszta tekstu, to przypomnienie, jak do tego doszło, że dzisiaj prywatny przedsiębiorca wzywa gminę do uregulowania tej sprawy.

Więc skoro na Zw.pl nie napisano niczego więcej. To pozwolę sobie napisać, że owszem pismo do Urzędu wpłynęło. Informowała o tym na ostatniej sesji pani wiceburmistrz Marta Panicz-Szajnkenig. Cytuję:

8 czerwca wpłynęło przedsądowe wezwanie do wykonania porozumienia jakie gmina Wschowa zawarła ze Spółką Jawną pod nazwą Stadnina Koni Dębno z siedzibą w Dębnie w sprawie nabycia na rzecz gminy od ww. spółki nieruchomości zabudowanej, położonej we Wschowie przy ulicy Głogowskiej, stanowiącej niegdyś kino ,,Hel”.

Pani wiceburmistrz tę informację podała zaraz na początku sesji w punkcie obrad sprawozdanie z działalności burmistrza między sesjami.

Po odczytaniu sprawozdania radny Piotr Buczek zapytał o tę sprawę, a odpowiedzi udzielił radca prawny Rafał Jedyński, cytuję:

Przede wszystkim gmina nie zamierza tej nieruchomości odkupić, ponieważ zgodnie z porozumieniem ona miała być odkupiona za środki, zabezpieczone w budżecie na 2018 rok. Ponieważ tych środków w 2018 roku na ten cel nie zabezpieczono, w związku z tym porozumienie w żaden sposób nie może być w tej chwili wykonane. W związku z tym oczywiście wezwanie spotka się z odmową. Jesteśmy na etapie sporządzania odpowiedzi. (odpowiedź na sesji od 14 minuty)

Z jakichś powodów autor artykułu w Zw.pl już tego nie zamieścił. Może nie wiedział, jaką odpowiedź szykują radcy prawni. Trudno powiedzieć.

Inny problem tego tekstu, to zdjęcie, które zostało zamieszczone przy artykule Zw.pl. Widać na nim stary budynek kina Hel, obecny budynek i Katarzynę Owoc-Kochańską. W tekście  napisano, że Czas ART. złożył wniosek o wpisanie budynku do rejestru zabytków, a podpisała się pod nim obecna radna Katarzyna Owoc-Kochańska.

Swoją drogą, niech się autor tekstu nie obraża, ale czytam ostatnio artykuły nt. antysemityzmu i widzę tutaj ten sam mechanizm. Być może to za dużo powiedziane, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są takie miejsca w tym kraju, które brunatnieją. Mam nadzieję, że takim miejscem nie jest Wschowa, a już na pewno nie Zw.pl, prawda?

Owszem, może i się podpisała, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków mógł przychylić się do tego wniosku lub wniosek odrzucić. Czyli sam wniosek miał 50 procent szans na sukces. O tym jednak, że wniosek został pozytywnie rozpatrzony, zdecydowała nie Katarzyna Owoc-Kochanska, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków. Pomijam teraz cały aspekt, związany z podjęciem tej decyzji, bo tekst piszę już późno, ale wrócę do tego wątku. Faktem jest, że owszem obecna radna podpisała się pod wnioskiem, ale decyzję podjęła pani konserwator. Nikt pani konserwator do tego nie zmusił. Decyzję pani konserwator podtrzymał w mocy minister kultury. I w sumie, gdyby autor tekstu chciał rzeczywiście zamieścić tam fotografię osób, które przyczyniły się do tego, powinien zamieścić co najmniej trzy – czyli radnej, pani konserwator i ministra kultury, a w sumie – to dwa, czyli pani konserwator i ministra – bo pani konserwator podjęła taką decyzję, a pan minister podtrzymał tę decyzję. Jak świat światem, złożenie wniosku o niczym nie przesądza. Dlaczego jednak jest tylko zdjęcie radnej? Tego też nie wiem. Może autor nie mógł znaleźć zdjęć pani konserwator i ministra? Bo chyba nie chodziło o to, żeby przyłączyć się do nagonki na radną Owoc-Kochańską. Chyba nie, prawda?

Ostatni akapit tego tekstu, zamieszczonego na Zw.pl  zadaje pytanie o koszty takiego podejścia do inwestorów, o koszty, jakie poniesie gmina. Trudno powiedzieć o co autorowi chodzi. Bo dalej autor twierdzi, że gmina jest przez inwestorów źle postrzegana ze względu na te zabytki i że nie tak łatwo tutaj zainwestować. Jednak autor ani słowa nie napisał skąd tę wiedzę czerpie. Bo skoro ma taką wiedzę, to fajnie by było, żeby o tym poinformował opinię publiczną. Np. ilu, konkretnie inwestorów źle postrzega gminę w tym zakresie, ilu konkretnie inwestorów zniechęciła do inwestycji we Wschowie cała ta sytuacja? Przypomnę tylko, bo o tym również rozmawiano na ostatniej sesji (15 czerwca), że ta sytuacja nie zniechęciła inwestora, który zamierza wybudować galerię przy ulicy Moniuszki. Nie tylko, że go nie zniechęciła, to jeszcze wykupił od gminy teren pod inwestycję. Więc? Skąd ta opinia, że inwestorów coś zniechęca? Konkrety, proszę.

W normalnej sytuacji napisałbym na koniec co myślę o tym artykule na portalu Zw.pl. Ale nie napiszę. Przez szacunek do tego miejsca, w którym spędziłem 8 lat i do ludzi, z którymi tam pracowałem. Mam jednak nadzieję, że być może Czytelnicy zdecydują się zabrać głos w tej sprawie, tym bardziej, że ten temat wywołuje niewątpliwie emocje wśród mieszkańców Wschowy. I zdaję sobie sprawę, że te emocje na pewno nie wygasły. A już po tym artykule – raczej na nowo odżyją.

3 odpowiedzi

  1. Rafale, chciałbym jeszcze poruszyć problematykę łańcuszka: przyczyna -> skutek. Oczywiście konserwator może nie przychylić się do wniosku. Jednak jeżeli nie ma wniosku, nie ma się do czego (lub nie) przychylić. Pomijając już całą otoczkę i nagonkę. To, czy rzucony kamień zbije szybę czy też jej nie zbije jest moim zdaniem błędnym założeniem. Prawidłowym jest po co rzuca się ten kamień?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Marcinie, Twoim zdaniem po co rzuca sie tym kamieniem?

    Polubienie

    1. Rafale, znasz mnie. Nie mieszkam tutaj od zawsze i jako przyjezdnemu niezmiernie ciężko mi jest się zidentyfikować zarówno z samym miastem, jak i mieszkańcami. Niektóre rzeczy do tej pory wydają mi się dziwne, niezrozumiałe i nielogiczne. Może też dlatego w jakiś sposób łatwiej jest mi się przyjrzeć niektórym sytuacjom z boku.
      Jedną wspólną cechą, jaką da się zauważyć, która łączy Wschowę i inne miasta jest typowa polska polityka. Chodzi dokładnie o oczernianie i wybielanie. Oczerniamy przeciwników i wybielamy swoje działania. Obojętnie, czy kiedyś należeliśmy do obozu przeciwnego, czy też nie. Tamci są ble, a my jesteśmy cacy. I to wszystko. Dużo słów, mało treści a działań brak. Ten czas, który poświęcamy na nic nie wnoszące rozmowy, moglibyśmy poświęcić miastu i mieszkańcom. Oczywiście, że rozmowy są potrzebne, ale w formie dialogu a nie monologu.
      A co z samymi działaniami? Tutaj właśnie dochodzimy do mojej wcześniejszej wypowiedzi o kamieniu. Tym działaniem było właśnie podniesienie kamienia i wykonanie rzutu. Teraz mamy wszystkie związane z tym konsekwencje. I tutaj moja uwaga co do braku zrozumienia dla niektórych lokalnych przywar – nagminnym jest brak poczucia odpowiedzialności za swoje wcześniejsze działania. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, gdzie w ciągu tych 13 lat mojej obecności tutaj, ktoś powiedział „rzeczywiście, spierdzieliłem, moja wina, pozwólcie, że coś zrobię, żeby to naprawić”. Tutaj to po prostu nie działa.
      I może rzucenie kamieniem było powodowane słusznymi i szlachetnymi pobudkami, natomiast, czy wyszło to tak, jak ktoś sobie założył? Odłóżmy na bok wszystko, co było powodem takiego działania i popatrzmy na stan faktyczny. Mamy niszczejący, szpecący budynek w środku miasta, którym tak naprawdę nikt nie chce i chyba nie ma środków się zająć. Kino powoli staje się dość makabryczną wizytówką czy to turystyczną czy też inwestycyjną. Mało tego, budynek stał się gorącym ziemniakiem, który każda poprzednia władza może rzucić w obecną. My coś zrobiliśmy, zaplanowaliśmy, czemu wy tego nie wykonaliście?
      Przypomina mi to niektóre sytuacje w jednej z firm, gdzie miałem przyjemność kiedyś pracować. Gdy zaistniała „kłopotliwa” sytuacja, nikt sam się nie przyznał wystarczająco wcześnie do spowodowania problemu. W następstwie za każdym razem przełożeni skupiali się na znalezieniu osoby odpowiedzialnej. I wydawałoby się, że jest to prawidłowe działanie. Ale nikt nawet przez chwilę nie pomyślał o tym, żeby ten czas i środki poświęcić na znalezienie rozwiązania problemu. Osobę winną tak czy inaczej znaleziono, problem pozostał.
      Więc odpowiedzią na Twoje pytanie jest: sam powód rzucenia kamieniem powinien zostać podany przez rzucającego. Domysły czy insynuacje osób postronnych są dobre dla zagadek kryminalnych. Na czym powinniśmy się skupić, to rozwiązanie problemu i w dobrym tonie byłoby, żeby osoba odpowiedzialna sama wyszła z jakimiś propozycjami.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Marcin Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.