We wtorek, podczas pamiętnej komisji, zajmującej się uchwałą, dotyczącą wyrażenia zgody na zwolnienie radnej Katarzyny Owoc-Kochańskiej lub wyrażającej brak zgody, radny Tadeusz Sobczuk podzielił się swoją idealną wizją świata. Brzmiała ona mniej więcej tak, że skoro wpłynął wniosek od pań dyrektor przedszkoli samorządowych, to raczej wątpliwe jest, żeby pisały tam nieprawdę. To są przecież pracodawcy i posiadają wiedzę większą niż radni. Radni mogli jedynie pochylić się nad tym wnioskiem, ewentualnie go podważyć, jeżeli mieliby jakieś dowody, które świadczyłyby o tym, że pracodawcy się mylą.
Prawda pracodawcy burmistrza
Dziwię się radnemu, bo przecież nie tak dawno, inny pracodawca, zapewne dla radnego Sobczuka o większym autorytecie, niż panie dyrektorki z przedszkoli samorządowych, również twierdził, że wypowiedzenie złożone pełnomocnikowi ds. profilaktyki i młodzieży jest w porządku. Przecież też wtedy ten pracodawca mówił, że stanowisko pełnomocnika zostało zlikwidowane. Pracodawca wtedy miał gest i proponował inne stanowisko pełnomocnikowi, ale ten nie przyjął. Gdyby przyjąć te kategorie, które proponuje radny Sobczuk, że pracodawcy mówią prawdę, to mamy jeden z największych paradoksów tej kadencji. Pracodawca burmistrz mówił prawdę, a potem płacił odszkodowanie. Radny Sobczuk zapewne wtedy, kiedy słyszał te słowa o likwidacji stanowiska, mógł tylko powtórzyć – burmistrz mówi prawdę, tego stanowiska nie ma w nowym schemacie organizacyjnym. Mógłby jeszcze dodać, że pełnomocnik dumny, a może butny, w głowie mu się poprzewracało, bo szlachetny pracodawca chciał dla niego pracę, a ten nią wzgardził. Tylko, że potem Sąd, parafrazując Jego słowa, powiedział – możecie sobie tak gadać we Wschowie, poklepywać się po ramionach, a ja wam mówię, że to są androny, że łamane są przepisy, a likwidacja stanowiska była pozorna. I co teraz? Wychodziłoby z tego, że prawda, na którą powołuje się radny Sobczuk, prawda pracodawcy niekoniecznie stanowi argument przeciwko pracownikowi. Wręcz odwrotnie, biorąc przykład pracodawcy burmistrza – prawda wymierzona w byłego pełnomocnika, odwróciła się przeciwko burmistrzowi.
Prawda gazety Stowarzyszenia Odnowy Samorządu
Podobnie radna Wioletta Zarzycka nie kryła na wtorkowej komisji oburzenia, mówiąc o radnej Katarzynie Owoc-Kochańskiej, że wzięła pieniądze, które jej się nie należały. I pomimo tego, że radna Owoc-Kochańska wyraźnie zaprzeczała, twierdząc, że odpracowała wszystkie godziny, radna Zarzycka miała pewność, że było inaczej. A mamy tutaj klasyczny przykład słowa przeciwko słowu. Pracodawca mówi, że nie odpracowała, a pracownik mówi, że odpracował. I kto mówi prawdę? Radna Zarzycka już wie – ma do tego prawo. Ale pozwolę sobie przypomnieć – i myślę, że mam do tego prawo, jako jedyna osoba w tej gminie – że kiedy w gazecie Stowarzyszenia Odnowy Samorządu pojawiły się ,,rewelacje” na temat przewodniczącej Hanny Knaflewskiej-Walkowiak o jej rzekomej współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa, jako jedyny publicznie napisałem, że to bzdury. Przypomnę, że każdy mógł wtedy wejść na stronę IPN i zobaczyć, że taka teczka istnieje, ale nie wiedział jeszcze co kryje. Zatem pozornie wszystko wskazywało na to, że gazeta SOS wie, o czym pisze. Mnie wystarczyła treść artykułu w gazecie SOS, żeby zrozumieć, że autorzy piszą brednie. Tam też jeden z ówczesnych radnych rozdzierał szaty, pisząc, że hańba, że skandal itd., itp. Ale poza biciem piany, nie napisał w tym tekście niczego, co by potwierdzało, że teczka zawiera twarde dowody na współpracę pani przewodniczącej. Dobrze pamiętam ten czas, ponieważ po tym artykule, po kilku dniach napisałem następny, ponieważ dochodziły do mnie glosy, że osoby z najbliższego otoczenia pani przewodniczącej mają podejrzenia, że to prawda, że współpracowała. Napisałem wtedy – że to coś niespotykanego w tym mieście, żeby tak się dać ogłupić, być tak pozbawionym krytycznego myślenia. Prosiłem wtedy, żeby czytelnicy wsparli przewodnicząca i w komentarzach podpisali się z imienia i nazwiska. Nikt tego nie zrobił. Nikt. Dzisiaj słyszę czasami publicznie, jak wiele osób przyznaje, że wtedy nie wierzyli w te ,,rewelacje” gazety. Może i tak było. Zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie wszyscy musieli wtedy publicznie dać wyraz temu, co myślą. zapewne robili to poza fleszami i jazgotem lokalnych portali.
A dzisiaj czyja prawda?
Ale pozwalam sobie wątpić w dzisiejsze zapewnienia radnego Sobczuka i radnej Zarzyckiej, że oni wiedzą, bo panie dyrektorki coś napisały, albo, że radna Zarzycka audyt przeczytała i lektura tych audytów pozwala na takie wnioski. Otóż jeżeli ktoś to wszystko przeczytał, to doskonale wie, że po ich lekturze pozostaje mnóstwo pytań, na które te dokumenty nie odpowiadają. Wyrokowanie dzisiaj, że radna przywłaszczyła pieniądze – jest nie na miejscu. Nie chcę przez to powiedzieć, że głosy radnych, którzy zarzucali koalicji, że są zależni od burmistrza do tego stopnia, że nie potrafią samodzielnie podejmować decyzji – były na miejscu. Były emocjonalne i dały wyraz dużego wsparcia radnej Owoc-Kochańskiej, ale zdaję sobie sprawę, że to niektórych radnych koalicji mogło zaboleć.
Jednak po całej tej komisji, do dzisiaj brzmią mi w głowie słowa przewodniczącej Knaflewskiej-Walkowiak. Że to ją wtedy, te kilka lat temu, bardzo dużo kosztowało. To wszystko wtedy się wydarzyło, ponieważ jedna strona przesadziła w swojej wojence politycznej. I dzisiaj, jeżeli radni chcą mieć pewność, że nie skrzywdzą radnej Owoc-Kochańskiej, to moim zdaniem nie ma innego wyjścia, jak powołanie komisji rewizyjnej. Jeżeli radni chcą poznać prawdę, nie ryzykując, że skrzywdzą radną, to jest to jedyne narzędzie. Oczywiście drugim narzędziem będzie Sąd, gdzie zapewne radna będzie bronić swoich racji. Ale nie trzeba w kółko powtarzać tych samych błędów. Można te sprawy dokładnie zbadać i dopiero wtedy zdecydować. Lektura audytów i stanowisko radnej co do odpracowanych godzin – to są dwie sprzeczne wypowiedzi. Bez rzetelnego zbadania tej sprawy, nie sposób, moim zdaniem, podjąć tak ważnej decyzji, jak zgoda na zwolnienie radnej z pracy.

Dodaj odpowiedź do Karol Anuluj pisanie odpowiedzi