Gdyby z perspektywy Wschowy pokusić się o diagnozę wschowskiej, lokalnej samorządności, to śmiało można by uznać, że samorządność w jej szerokim pojęciu, ma dzisiaj spore problemy. Właściwie ta idea na naszych oczach raczej się wypacza i dezaktualizuje. Trudno przyjąć, że stanowi jeszcze jakąś wartość. Machnęli na nią tak mieszkańcy, jak i rządzący. Widać też wyraźnie, że nie ma żadnych, ale to żadnych bezpieczników, które pozwoliłyby na bieżąco regulować zasadami samorządu w momencie, kiedy są one podważane a pomysł na to, jak kierować gminą w dużej mierze polega na życiu w szarej strefie samorządności. Na czym ta szara strefa polega? Najogólniej rzecz biorąc na wykorzystywaniu narzędzi, gwarantowanych przez samorządność do takich działań, które nie budują wspólnoty samorządowej, a ją nieustannie i konsekwentnie dezorganizują, a wręcz niszczą. Jeżeli osoba, która posiada takie umocowanie, że stojąc na czele gminy, może zwolnić pracownika, twierdząc, że robi to w sposób właściwy, a potem w świetle prawa okazuje się, że to nieprawda, to mamy do czynienia z czymś takim. Czyli z wykorzystywaniem narządzi, jakie daje samorząd, do działań, które samorządowi nie służą. Ten sposób nazywam właśnie szarą strefą samorządności.
Idealistyczne przekonanie
Żeby nie bazować jedynie na mało dzisiaj mówiącym, przegadanym terminie samorządność, warto to pojęcie pokazać od praktycznej strony. Składa się więc na to pojęcie – władza wykonawcza (burmistrz/wójt/prezydent), władza uchwałodawcza (Rada Miejska), administracja (urzędnicy) i na końcu tego łańcucha samorządności – mieszkańcy.
Umocowanie każdego z tych elementów zasadza się na idealistycznym przekonaniu, że każdy z nich kieruje się dobrem całej, lokalnej wspólnoty, a decyzje, jakie podejmuje, prowadzą do podnoszenia jakości życia w co najmniej jego trzech aspektach:
– materialnym, czyli poprawianie wszelkiej lokalnej infrastruktury,
– zasobów ludzkich, czyli dbanie o to, by każda instytucja działająca w obrębie lokalnej wspólnoty zarządzana była przez możliwie profesjonalne osoby (najlepiej, żeby działały z wizją i pasją); każda działalność organizacji pozarządowych miała jak najlepsze warunki do swojego rozwoju; wszystko po to, żeby mieszkańcy, korzystali z efektów pracy tych dwóch filarów zasobów ludzkich;
– niematerialnym, czyli takim, który sprawia, że we wszystkich uczestnikach (burmistrz, Rada Miejska, administracja i mieszkańcy) rośnie poziom odpowiedzialności za wspólnotę (nie za siebie, nie za jakąś indywidualną osobę, nie za jakąś partykularną sprawę), tak, by wszelkie jej działania, decyzje były dyktowane w mniejszym stopniu własnymi korzyściami, a w większym stopniu korzyściami wspólnoty.
Innego celu nie ma
Jeżeli nawet założenia są utopijne, to są one po to, aby je mieć na horyzoncie, tzn., aby je dostrzegać, wiedzieć, w którym kierunku działania i decyzje samorządu powinny zmierzać. Samorząd w tym sensie może niedomagać w wielu sprawach z niezależnych od siebie przyczyn, ale ta utopia, ideał, światełko w tunelu musi być respektowane przez wszystkich uczestników. Innego celu nie ma w przestrzeni publicznej. Rzecz polega więc na tym, aby zmierzać do tej utopii, do stanu, w którym ma się poczucie, że chodzi o dobro wspólnoty, a nie pojedynczej jednostki.
Być może zapytasz Czytelniku – po co te wszystkie wywody. Czemu one służą? Już tłumaczę. Mam od pewnego czasu nieodparte wrażenie, że praca, jaką wykonuję, polegająca na opisywaniu szarej strefy samorządności podlega nieco korozji. Pisanie o tym, że jest źle, a będzie gorzej, dość szybko się starzeje. Nie ma przyszłości. Oczywiście nie warto z tego rezygnować, ale z drugiej strony, bez drugiej solidnej nogi, jaką byłoby przypominanie o miejscu, do którego lokalna społeczność mogłaby, a właściwie powinna zmierzać, nie sposób zdrowo funkcjonować.
Mamy w tej kadencji samorządu do czynienia nie tylko z tym, że marnuje się potencjał tego miasta i ludzi, którzy w nim mieszkają. Do końca tej kadencji pozostało jeszcze trochę czasu, można podejrzewać więc, że w tym zakresie, nie zostało powiedziane ostatnie słowo. I co jest jeszcze do rozmontowania, będzie próbowało się rozmontować. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy tę diagnozę podziela i zapewne część osób, odpowiedzialnych dzisiaj za samorząd, zdecydowanie temu zaprzeczy, jak i zapewne część czytelników Nowych Opinii.
Wybory samorządowe 2023
Nie zmienia to jednak faktu, że druga część obserwatorów, mieszkańców i osób, którym zależy na tym mieście, nie ma złudzeń i źle – po prostu źle – ocenia to, co się dzisiaj dzieje. Można by powiedzieć, że brakuje prawdziwych liderów, wizji i pasji. A te osoby, które moglibyśmy tak określić, zostały zastąpione ludźmi, którzy w sposób kuriozalny, wypowiadali się o swoich poprzednikach. I w sposób delikatnie mówiąc – niedorzeczny, straszyli groźbą likwidacji jednostki, ewentualnie przeniesieniem jej w inne miejsce. Czego przykładem była sytuacja we wschowskim muzeum.
Chciałbym jednak przez najbliższe miesiące zająć się tym, co nas czeka w przyszłości. Czyli poświęcić trochę czasu na odpowiedź na pytanie, co nas czeka w najbliższych wyborach samorządowych w 2023 roku. Mam na to jakiś pomysł i spróbuję go zrealizować w podcastach i tekstach. Ponieważ po doświadczeniu połowy tej kadencji, jestem przekonany, że od osób, które będą dążyły do przejęcia steru w tym mieście, należy zdecydowanie więcej wymagać, niż do tej pory. Historia tego miasteczka ostatnich kilku lat pokazuje, że ani zemsta, ani PR nie zagwarantują, że wyjdziemy z szarej strefy. Nie zagwarantują nam tego również gładkie słowa, ani sama kandydatura burmistrza (kimkolwiek by nie był). Może nam to jedynie zagwarantować bardzo konkretna wizja miasta, która będzie realizowana z bardzo konkretnymi osobami. Bez dotychczasowej ściemy. Potrzebujemy konkretnych i odważnych planów i programów. Jedna osoba burmistrza (kimkolwiek by ona nie była) niczego nie gwarantuje. A po ostatnich doświadczeniach, można uznać, że bez ujawnienia zaplecza osób, z którymi chce realizować swoje plany, nie warto się nawet tym zajmować.

Dodaj komentarz