Piątek, piąteczek, piątunio, czyli smutna wojna na górze o ,,Wesołą Trójeczkę”

Mam takie podejrzenie, graniczące z pewnością, że przeciętny mieszkaniec, taki jak ja, nie orientuje się, czy budynek, w którym swoją siedzibę ma Przedszkole nr 3 jest własnością powiatu, czy gminy. Tak, jak nie zaprząta sobie głowy, czy zarządcą drogi, tej lub innej jest województwo, powiat, czy gmina. To są sprawy, które zapewne w jednym palcu mają szefowie tych samorządów, urzędnicy i może kilka osób w mieście.

Myślę, że to zacne towarzystwo, kiedy nie wie, jak rozkręcić weekendowy melanż, to najczęściej zaczynają od prostej zabawy, w której wszyscy uczestnicy (przykład taki podaję) odpowiadają na pytanie: gdyby pani X (uczestniczka melanżu) lub pan Y (inny uczestnik melanżu), byliby gatunkiem filmowym, to jaki to byłby gatunek. Sami Państwo przyznacie, że zabawa może być z tego przednia. Potem przychodzi drugi etap, nieco bardziej wyszukany. Padają wtedy pytania, które – podejrzewam – pozwalają wszystkim zupełnie się rozluźnić i, jak to mówią, robią im imprezę. Pytania te są już bardziej podchwytliwe i brzmią mniej więcej tak – a kto jest właścicielem budynku, w którym siedzibę ma Powiatowy Urząd Pracy, albo – a kto jest właścicielem budynku, w którym siedzibę ma Przedszkole nr 3 ,,Wesoła Trójeczka” itd., itp.

Oczywiście jest to zabawa wyszukana, nieco perwersyjna, ale dająca uczestnikom poczucie, że jest się w posiadaniu tajemnych informacji, że jest się wybrańcem losu, że – jednym słowem – rządzi się światem. I chociaż zwykły mieszkaniec takiej małej gminy, czy powiatu nie ma o tym wszystkim zielonego pojęcia, to jednak przychodzi taki dzień (bo zawsze taki dzień przychodzi, zobacz: ,,Proces” Franza Kafki), że otrzymuje list od kogoś, kto informuje go o pewnych sprawach.

Zatem taki mieszkaniec idzie sobie w piątek, piąteczek, piątunio odebrać dziecko z przedszkola. Dziecko zostawił w placówce tak, jak do tej pory. W zdrowiu i dobrym humorze. Ale jak już je odbiera, to okazuje się, że wraz ze swoją pociechą, otrzymuje jeszcze, jak to mówią, pismo z samej góry. Czyta w nim, że starosta napisał list do burmistrza. Nigdy wcześniej nikt z samej góry zwykłego mieszkańca nie informował o takich sprawach. Mieszkaniec nie wie, czy to jakaś nowa moda, czy już zawsze wraz z początkiem weekendu będzie dostawał zestawienie korespondencji, jaka powstaje między starostą i burmistrzem. Nie za bardzo się też orientuje, czy ma prawo odmówić dostępu do tej wymiany listów, czy też jest zmuszony do jej lektury.

Czyta więc dalej. I dowiaduje się, że nie wszystko jest takie, jakby mogło się wydawać. Że ten stan trwa już 17 lat. I teraz przyszedł czas, żeby ujawnić całą prawdę. Bo budynek przedszkola należy do starostwa. Że jak starosta wysłał list do burmistrza, to burmistrz wysłał list do starosty. Że sprawy się komplikują i być może będzie trzeba napisać list do Lubuskiego Kuratora Oświaty. W mieszkańcu zatem zapala się lampka, że skoro ktoś napisze list do kuratora, to na pewno kurator też napisze jakiś list i lista korespondencyjna z tygodnia na tydzień będzie się powiększać. Że jest jeszcze Rada Miejska i ona też musiałaby zaznaczyć swoją obecność w całej tej sprawie. Informacji jest naprawdę sporo. Aż trudno się w tym wszystkim połapać. Na koniec jednak pismo z samej góry kończy się deklaracją, z której mieszkaniec dowiaduje się, że wszyscy kochają przedszkolaków i żeby się rodzic nie martwił. Wszystko będzie po staremu. Nie ma żadnego zagrożenia. Przedszkole uratowane.

To jednak nie koniec tej historii. Ten sam rodzic jeszcze tego samego dnia, w ten nieszczęsny piątek, piąteczek, piątunio,  dowie się, że list z samej góry, skierowany do niego, został upubliczniony na lokalnym portalu. Myśli więc, że to jakaś grubsza sprawa, skoro góra uznała, że treść tej korespondencji, powinni przeczytać wszyscy bez wyjątku. Właściwie cały świat. Jakby co najmniej planowano zamach terrorystyczny. Nie wiadomo, czy jeszcze samo miasto Wschowa stoi na swoim miejscu. Sam list, jaki otrzymał kilka godzin wcześniej, poprzedzony jest artykułem, z którego się dowiaduje, że prawda jest dużo bardziej skomplikowana. Żaden, albo prawie żaden budynek nie jest bezpieczny na terenie gminy. Każdy ma innego właściciela, albo prawie każdy. Budynki będą opuszczane, a może porzucane. Poradnie, urzędy – to na początek. Wszystko po to, żeby pochylić się, a nawet pokłonić nad spokojem i bezpieczeństwem wychowanków ,,Wesołej Trójeczki”.

Taki rodzic w obliczu tego chaosu, którego przecież nie jest autorem, najprawdopodobniej zastanawia się w ten cholerny piątek, piąteczek, piątunio: what the fuck. Prawda? Chyba takie mniej więcej myśli krążą mu nad spracowaną głową.

I wtedy okazuje się (ktoś zapewne do niego dzwoni z tą informacją), że jest jeszcze jedno pismo. Że to nie koniec. Że chyba się zmówili. Ci na górze. Tym razem rodzic/mieszkaniec dowiaduje się jaką dokładnie powierzchnię zajmują cztery budynki. Wszystko jest dokładnie rozpisane w metrach kwadratowych. Bo – jak pisałem wyżej – jest to już ten moment, kiedy nie wiadomo, czy budynki po weekendzie nie zostaną zajęte przez wojska amerykańskie, bo najczęściej to one w historii świata wkraczają do akcji w tak napiętych, lokalnych sytuacjach. Podawane są takie szczegóły, że nie śniły się one nawet filozofom, a co dopiero zwykłemu, mieszkańcowi Wschowy, który odprowadza, a potem odbiera swoje dziecko z ,,Wesołej Trójeczki”. Ujawniane są nie tylko pisma, ale również rozmowy telefoniczne, żeby na końcu poinformować, żeby rodzic/mieszkaniec o nic się nie martwił. Że wszystko będzie dobrze. Przedszkole uratowane.

I co wtedy taki rodzic sobie myśli? No chyba tyle, że jest wojna. Że – bez względu na to, kto ją zaczął – poleje się krew. Że na pewno po niego, tego rodzica, przyjdą (zobacz: Franz Kafka ,,Proces”) i on na tej wojnie być może nawet polegnie. Osieroci rodzinę. Będzie pogrzeb (a przecież wzrosły stawki za opłaty cmentarne). Że nie zostanie kamień na kamieniu. I że to wszystko dlatego, bo tym na górze zależy na dobru dziecka, które on-rodzic w czasach pokoju zaprowadzał i odbierał z ,,Wesołej Trójeczki”.

2 odpowiedzi

  1. Burmistrz jak zwykle się tłumaczy 😂 od prawie 3 lat jego kadencja oparta jest na tłumaczeniach 🤔 i….. nic poza tym ciekawego się nie dzieje

    Polubienie

  2. […] O nieporozumieniu w tej sprawie, pisałem – TUTAJ […]

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Karol Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.