Nie chciałbym nikogo urazić, ale muszę przyznać, że czytam ostatnio ,,Niewczesne rozważania” pewnego niemieckiego myśliciela i mam kilka uwag natury ogólnej. Poza tym, że czytanie nie rozwija i można odetchnąć z ulgą, a nawet będąc rozgrzeszonym tym odkryciem, pójść do łóżka z każdym, kto niczego w życiu nie przeczytał, mam jeszcze inne spostrzeżenia.
Wpadli nawet w euforię
Ta maleńka książeczka powstała niedługo po tym, jak Niemcy pokonali Francuzów w 1871 roku. I byli z tego bardzo dumni. Wpadli nawet w euforię. Nie wiem, bo nie żyłem w tamtych czasach, jak to dokładnie wyglądało i jak ten zachwyt się wyrażał na co dzień. Nie zmienia to faktu, że Niemcy na bazie tego zwycięstwa, doszli do wniosku, że nie wygrali tylko militarnie. Nie tylko wojska niemieckie pokonały w boju wojska francuskie. Więcej jeszcze, twierdzili Niemcy – niemiecka kultura w tej wojnie okazała wyższość nad kulturą francuską. Innymi słowy kultura niemiecka okazała się oryginalniejsza, ciekawsza, bardziej inspirująca i trzymająca rękę na pulsie nowoczesności. A kultura francuska okazała się mierna, bierna itp.
Nie jest oryginalna. Jest wtórna
A w tym czasie żył pewien niemiecki myśliciel. I miał wtedy raptem 26 lat, kiedy Niemcy triumfowały, a zdaje się, że 29, kiedy napisał, że nie ma się z czego cieszyć. Kultura niemiecka, wykazywał autor ,,niewczesnych rozważań” nie jest oryginalna, jest wtórna (po szczegóły odsyłam do lektury). To kultura francuska ma w sobie to coś, czego Niemcy nie mają, a w ogóle wielkie zwycięstwa są wielkim niebezpieczeństwem. Pisał on, cytuję: ,,Natura ludzka znosi je trudniej (te zwycięstwa – przyp. mój), niż klęskę; ba, zdaje się nawet łatwiej odnieść takie zwycięstwo, niż znosić je tak, by z tego żadna cięższa nie powstała klęska”.
Niespełna rozumu
Niemiecki ów myśliciel, a nawet filozof, przekonywał, że wraz z powodzeniem, dostaje się – jakby to powiedzieć – pomroczności jasnej, umysł popada w taki rodzaj egzaltacji, że wydaje się niespełna rozumu i prawdę mówiąc taki też osiąga stopień oceny rzeczywistości. Nagle też wszystko, co do tej pory niemiecki intelekt wypracował i co zamierzał w przyszłości dokonać – nosiło znamiona zwycięstwa. Jeżeli w tamtych czasach pojawiłby się pomysł na mural – od razu byłby to zwycięski mural, chwalący zwycięską naturę niemiecką. Gdyby w tamtym czasie ktoś doszedł do wniosku, że należy ngo’osy olewać z góry na dół, to byłoby to zwycięskie olewanie ciepłym moczem. A gdyby pojawiła się myśl, że trzeba jakiegoś Niemca zwolnić z niemieckiej jednostki, podległej rodzącej się niemieckiej potęgi, to byłoby to zwycięskie zwolnienie i tak by też je opisywano w niemieckiej prasie. Z kolei gdyby nie udało się gdzieś, w jakiejś instytucji, porozumieć z jej przełożonym, nazwano by tę sytuację zwycięskim nieporozumieniem i owego przełożonego, zastąpiono by innym przełożonym, który doskonale rozumiałby retorykę zwycięstwa.
Nadużywanie powodzenia
Niemiecki myśliciel nazywał ten stan ,,nadużywaniem powodzenia”, pisząc, cytuję: ,,bo cóż niesmaczniejszego, niż widzieć, jak pokraka rozparty, niby kogut, stoi przed lustrem i z obrazem swym wymienia spojrzenia podziwu”.
Czasy był takie, że należało opiewać zwycięstwo na poziomie moralnym, społecznym i na poziomie kultury. A kto nie opiewał, nie rozumiał tego, nie czuł w trzewiach, serce nie wypełniało go dumą, chlubą i radością, ten automatycznie wykreślał się ze wspólnoty zwycięzców, grzebiąc na marginesie jakieś mało znaczące rozważania, które miał jeszcze czelność nazwać ,,niewczesnymi” (,,niewczesnymi”, czyli prawdę mówiąc, wyrażającymi dystans do czasów w jakich żył).
Suma tych wszystkich niedostatków
Spośród wielu uwag, niemiecki myśliciel, proponował między innymi taką oto łamigłówkę. A co – pytał – jeżeli zwycięstwo (jakiekolwiek) nie jest wynikiem siły, hartu ducha, wielkich talentów i nieposkromionej wyobraźni – a jedynie dowodem słabości pokonanych? Co wtedy – zastanawiał się – jeżeli okaże się, że projekt naszych przeciwników był tak słaby, tak społecznie nieakceptowany, tak miałki i tak chwiejny, że suma tych wszystkich niedostatków zaważyła o naszym zwycięstwie. Nie nasza wyjątkowość, ale słabość tych, stojących po przekątnej ringu.
W ten sposób dożyjemy apokalipsy
Otóż, zdaje się mówić autor ,,Niewczesnych rozważań”, jeżeli zwycięzca nie rozpozna tej pułapki w odpowiedniej chwili, zostanie za chwilę w ten sam sposób pokonany. O zgrozo – i to już moja puenta wesoła – kolejny zwycięzca będzie triumfował nad coraz słabszymi projektami zwyciężonego, projektami moralnymi, społecznymi i kultury. I w ten sposób doczekamy się apokalipsy. Chyba, że ktoś przerwie ten zuchwały scenariusz, ale musiałby wtedy powiedzieć, że chociaż zwyciężył, to słabością przeciwnika. A kogóż na to stać?
foto: 愚木混株 Cdd20 z Pixabay

Dodaj odpowiedź do „Zaklinanie węży w gorące wieczory” Małgorzaty Żarów, czyli niewidzialna obecność – nowe opinie Anuluj pisanie odpowiedzi