Dwa, może trzy tygodnie temu, dotarła do mnie informacja, że burmistrz Wschowy nie kryje się już z planami wobec pani wiceburmistrz. Z najbliższego otoczenia burmistrza docierały informacje, że burmistrz miał w ostatnim czasie krytycznie wypowiadać się o pracy Marty Panicz-Szajnkenig. Nie było tam mowy o żadnych oszczędnościach, tylko o wyraźnej niechęci do swojego zastępcy. Jeżeli do mnie docierały takie informacje, to myślę, że pani wiceburmistrz musiała sobie zdawać sprawę, jakie są plany wobec jej stanowiska pracy. Pamiętam, że rozmawiałem o tym z moim serdecznym przyjacielem, zastanawiając się, ile czasu trzeba, żeby informacje, które wychodziły z Ratusza, zmieniły się w realny scenariusz. Zastanawialiśmy się nad tym, ponieważ od samego początku, od kampanii wyborczej osoba przyszłej wiceburmistrz, była traktowana jako pijarowy zabieg. I już wtedy na stole miał leżeć scenariusz/wariant, który mówił, że w razie ewentualnej wygranej, Marta Panicz-Szajnkenig miałaby jednak nie zostać powołana na zastępcę. Aczkolwiek – zaznaczam – miał być to jeden z rozważanych wariantów. Czy pani wiceburmistrz zdawała sobie z tego sprawę, to już inna historia. W każdym razie ten, bądź co bądź, udany chwyt pijarowy w trakcie kampanii wyborczej, bardzo szybko zaczął uwierać. I każdy kto się temu przyglądał, zdawał sobie sprawę niemal od samego początku, że wcześniej, czy później pani wiceburmistrz pożegna się ze swoją funkcją. Te kilka tygodni temu, w rozmowie z moim przyjacielem, zrodził się pomysł, żeby ewentualne zwolnienie pani wiceburmistrz opatrzyć tytułem ,,wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Jest to puenta bajki Ignacego Krasickiego ,,Przyjaciele”.
Warto też spojrzeć na tę sytuację nieco szerzej, tzn. przyjrzeć się zabiegom, jakie miały miejsce przy okazji zwolnienia byłej już wiceburmistrz. Po pierwsze – ale mam te informacje z drugiej ręki, więc należy je traktować, jako prawdopodobne – pani wiceburmistrz miała być proponowana funkcja dyrektora biblioteki, ale ta propozycja miała nie spotkać się z aprobatą pani wiceburmistrz. Coś w tym pewnie jest, bo tego 31 grudnia, kiedy burmistrz wydał zarządzenie o wypowiedzeniu umowy o pracę Panicz-Szajnkenig, wydał jeszcze jedno, o powołaniu Ilony Ratajczak, aby od 31 grudnia ponownie pełniła obowiązki dyrektora biblioteki do czasu wyłonienia nowego dyrektora. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, aby ten ewentualny scenariusz, aby była wiceburmistrz, objęła funkcję dyrektora biblioteki, został jeszcze zrealizowany. To się pewnie wkrótce okaże. Z drugiej jednak strony, nie wiadomo w jakiej atmosferze burmistrzowie się rozstali, a znając dotychczasowe praktyki, podejrzewam, że wszystkie mosty zostały spalone.
Po drugie – nieprzypadkowo, jak sądzę – gmina tego samego dnia (31 grudnia), a za nią samorządowy portal zw.pl informowały o koncepcji przebudowy kilku ulic (w tym ks. Kostki, Niepodległości, Westerplatte i Wolsztyńskiej) wraz z koncepcją wyborczej obietnicy, czyli budowy deptaka na ulicy Westerplatte. Trudno traktować dzisiaj poważnie te koncepcje i towarzyszące jej wizualizacje, ponieważ nie ma na to pieniędzy. Przypomnę, że w budżecie na 2022 rok przesunięte 500 tysięcy, które pierwotnie planowano na projekty budowlane tych ulic. Zostawiono jedynie 200 tysięcy na przygotowanie projektu deptaka. Zatem jest to informacja, jak z kampanii wyborczej, która mówi, że mamy pomysły, ale nie mamy na to pieniędzy. Owszem, mówi się o środkach, zapisanych w Wieloletniej Prognozie Finansowej (WPF), ale to zupełnie nic nie znaczy i ma dzisiaj charakter marketingowy. Zatem uprawnione jest myślenie, że gmina wraz z samorządowym portalem zw.pl, starają się tą koncepcją, na którą nie ma pieniędzy, przykryć informacje o zwolnieniu pani wiceburmistrz. Różnie się mówi o takich zabiegach, najczęściej, że jest to niezbyt wyszukane mieszanie ludziom w głowach.
I po trzecie – oszczędności, o których na swoim profilu facebookowym krzyczy samorządowy portal zw.pl. To powody ekonomiczne sprawiły, że pani wiceburmistrz musi odejść – twierdzi lokalny portal na swoim facebooku. Że jest to kolejny, mało wyszukany chwyt propagandowy, to chyba każdy widzi, ale, że tzw. lokalne media przykładają do tego rękę, zamiast zadbać o rzetelne informowanie mieszkańców, budzi już niesmak. Bo przecież skoro tak ważne są oszczędności, to co takiego zdecydowało, że to Panicz-Szajnkenig wylatuje z urzędu, a nie Marek Kraśny? Jest więc w ten proces ,,mieszania ludziom w głowach” zaprzęgnięty cały, dostępny, demagogiczny aparat. To jest znak rozpoznawczy lokalnej władzy i wszystko wskazuje na to, że to jedyny jej dorobek oraz wszystkich osób, które jej w tym radośnie pomagają. A, że uczestniczyła do tej pory w tym czymś pani wiceburmistrz? Och, zatem już doskonale wie na swoim przykładzie, jak kończą się takie zabawy. Nie wystarczy uczestniczyć w pijarowym karnawale, warto doświadczyć na własnej skórze, jakie są tego skutki. W tej kadencji doświadczyło tego już sporo osób, była wiceburmistrz nie jest tutaj wyjątkiem.
