Grudniowa opowieść (abym jadła fasolę w oleju)

1.

Rzecz w tym, że ,,Matka Joanna od aniołów” (w opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza z 1943 roku, w filmie Jerzego Kawalerowicza z 1961 roku) była kameralna, a mogła być awangardowa lub jakby powiedział K. P.[1] kiedyś awangator, a obecnie klasyk – oratoryjna. Ale ,,muzykę kameralną jest o wiele trudniej napisać (mówił K.P. przy innej okazji, na pewno nie na okoliczność matki Joanny[2]) niż wielki utwór oratoryjny. W muzyce kameralnej potrzebne jest większe skupienie, żeby osiągnąć claritas. To, co ostatecznie powinno zostać w muzyce kameralnej, będzie właśnie oczyszczone ze wszystkich niezbędnych dźwięków/zestawień dźwiękowych, odfiltrowane ze wszystkiego, co okazuje się niepotrzebne, co jest tylko marginesem. W muzyce kameralnej musi pozostać sama esencja” [3].

2.

Grudzień tego roku, pisać będą kronikarze, był wyjątkowo szary. Zdarzały się d(r)eszcze, przymrozki, snucie było, kuśtykanie, afazja nawet, ale zabawy, ale tańce, ale bierzmy się do roboty, róbmy sobie, co tam każdy sam ze sobą potrafi, byle ino.

3.

Co do matki Joanny od aniołów, to i owszem – do klasztoru, w którym niewątpliwie była menadżerką, przyjeżdżano dla niej samej, bo zdarzało się gdy publicznie mówiła, że: ..Ballam siedzi w (jej – przyp. mój) głowie, Isaakaron w ramionach, Aman w piersiach, Grezyl w brzuchu, Begeryt w nogach, a Asmodeusz w… (łechtaczce – przyp. mój, bo Iwaszkiewicz tutaj, a potem Kawalerowicz wielokropki na tę okoliczność stawiali)” [4]. Nikomu nie przeszkadzało, że działo się to na prowincji w ,,zabłoconym miasteczku”[5]. Do czasu, bo – powiedzmy sobie to szczerze – jeżeli Kawalerowicz to opowiadanie Iwaszkiewicza sfilmował i dostał nawet srebrną Palmę w Cannes (przegrał z ,,Viridianą” Luisa Buñuela), a późniejsi apologeci byli zgodni, że reżyser był ,,wybitnym stylistą ekranu”, co przejawiało się w ,,perfekcji inscenizacji planu”, ,,dogłębnie przemyślanej pracy kamery” (cokolwiek miałoby to znaczyć – przyp. mój) i ,,kompozycji kadru”[6], to i tak na końcu w opowiadaniu Iwaszkiewicza mało kto się interesował matką Joanną (w odróżnieniu od jurorów w Cannes). Może jeszcze na początku (ale u Iwaszkiewicza), kiedy matka Joanna o tych wszystkich Ballamach i Isaakronach mówiła w trakcie publicznych egzorcyzmów, to i owszem, nie powiem, należało się pokazać na tę okoliczność (skoro wstęp był wolny), żeby sprawdzić, czy w ,,ubłoconym miasteczku” dzieją się rzeczy oratoryjne, a może nawet awangardowe, wyprzedzające epokę. Więc się zjeżdżało, ubierało, pudrowało, szminkowało, w stroje nowe się ubierało, chociaż – nie sposób tego ukryć – nawet wtedy, kiedy ,,Strach szeroko otworzył oczy panów dworskich (w czasie tych publicznych egzorcyzmów, dokonywanych na matce Joannie, wstęp wolny – przyp. mój). Jeden królewicz zachowywał się ciągle obojętnie. Przywołał pazia i kazał sobie nogi przykryć purpurową, puchową pierzynką. Zawsze marzł w nogi w kościele”[7], więc pewnie dlatego zaraz potem, po kolejnym festiwalu demonologii, serio, czar prysł i następnym już razem ,,ludzi nie przyszło wiele – królewicz (…) zmęczony wczorajszym widowiskiem, tym razem nie przyjechał”[8]. Szkoda. Może by wtedy jakieś bardziej przejezdne drogi w ,,ubłoconym miasteczku”, może sieć parkurów, kto wie, co by mogło się zdarzyć, gdyby tylko matka Joanna dała z siebie więcej. Gdyby tylko się postarała.

4.

Wiem, nie każdy czytał, nie zawsze wiadomo o co chodzi, kto z kim, dlaczego, skąd i dokąd. Trudno, grudzień tego roku – będą wspominać kronikarze, naginając fakty, jak to mają w zwyczaju – był wyjątkowo nieoświetlony. Można było przejechać na pasach bogu ducha winnego człowieka, nie wiedząc nawet, że to człowiek, a mógłby to być inny ssak przecież, takie rzeczy się zdarzają, Moby Dick na przykład, dlaczego by nie? Z balkonów ulatniają się czarowiejki. Z ust jakby. Ale gdzie się unoszą, tego już nikt nie wie. Może zaplątują się w wywieszonym praniu sąsiadów piętro wyżej i ciężko im się wydostać z tych sukni, płaszczy i szkaplerzy, pewnie gniją tam, a jeszcze grudzień taki w deszczu.

5.

Owszem – jest i kameralnie, zdarza się, ale nie w świetle reflektorów, nie w grudniu, nie podczas świąt, tylko na strychu, jakby co. ,,Na strychu?”[9]. No tak, bo tam właśnie matka Joanna powie: ,,Chcesz tylko, abym się uspokoiła, opanowała, zszarzała, zmniejszyła się, była dokładnie taka sama jak wszystkie inne mniszki. A więc dobrze, powiem ci: ja sama, ja sama niejednokrotnie otwieram duszę mą, aby w nią wchodziły demony. (…) O gdybyś ty mnie uczynił świętą! To jest jedyna tęsknota! Ale ty mnie chcesz upodobnić do tysięcy, tysięcy ludzi, jacy błądzą bez celu po świecie! Chcesz mnie uczynić taką samą zakonnicą – jak ojciec mój chciał mnie uczynić córką, matką, żoną – chcesz mnie widzieć modlącą się z rana, w południe i wieczorem, chcesz, abym jadła fasolę w oleju, codziennie. I co mi za to obiecujesz? Zbawienie? Ja nie chcę takiego zbawienia. ”[10]

6.

Więc do tych tysięcy bez celu po świecie – szaro jest, mniejszo, tako samo.

Foto wykorzystane: Plakat do filmu ,,Matka Joanna od aniołów” wykonany przez Waldemara Świerzego

Korzystałem z takich, a nie innych, źródeł:

  1. K.P. – Krzysztof Penderecki
  2. Rozmowa z K. Pendereckim z cyklu ,,Rozmowy na nowy wiek” – https://www.youtube.com/watch?v=ZqdWeJxcyOA&t=323s
  3. j.w.
  4. J. Iwaszkiewicz, Matka Joanna od aniołów, s. 20
  5. j.w., s. 34
  6. dr Piotr Kurpiewski w: https://www.youtube.com/watch?v=UVg7qXr0ox8
  7. J. Iwaszkiewicz, Matka Joanna od aniołów, s. 20
  8. j.w., s. 23
  9. j.w., s. 32
  10. j.w., s. 33

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Jedna odpowiedź

  1. Chodzi nie tyle o apatyt na życie, co apetyt na wielkość i wspaniałość, na wielkie samostanowienie, bycie wielkim i wspaniałym. O tym jest film, o byciu albo gorącym albo zimnym. Ten cytat Joannny o tym jest. I o tym dla mnie samej był zawsze ten film. Nie ważne że jest ubrany w szaty religijne. To może być każdy. Etiopskie dziecko, które chce czegoś więcej, które przeczuwa, że jest w nim samym coś więcej, że płynie w nim królewska krew, że jest czymś więcej niż wytworem miejsca, czasu i warunków w których przyszło mu żyć. Że Jest bogiem swojej rzeczywistości. Tu idzie o pokazanie pewnego pragnienia, które jest w nielicznych jednostkach. Pragnienia i przeczucia boskości. Dla takiego pragnienia, które w człowieku krzyczy, piecze, wszystko inne, pomidorowa zupa i rodzina, wygoda i nuda, to wszystko co tak cichutko skrzeczy w życiu codziennym, a co jest przekleństwem większym niż wszystkie diabły i zło na świecie poświęci się wiele. To film o wielkiej, niezniszczalnej wizji , którą nosi się w sobie i o tym, że zrobi się wszystko by ją zrealizować, nawet za cenę tak wielką. A na zewnątrz, na zewnątrz to zawsze będzie wyglądało jak zwykle: szaleństwo, herezja, rewolta, bluźnierstwo, antysystemowość. Zwał jak zwał. To tylko słowa. A wizja jest Jedna.
    Ponadto film pod względem graficznym, ten minimalizm i geometria obrazu, są doskonałością samą w sobie. Hipnotyzujące, estetyczne obrazy. Nie potrzeba też żadnych spektakularnych scen masturbacji z penisem w kształcie krzyża itp., czy żadnej drastycznej, obrzydliwej przemocy. Historia jest dobra i tak dobrze zobrazowana za pomocą klasycznych narzędzi filmowych, że oglądanie tego filmu jest prawdziwą ucztą filmową. Dziękuję za przypomnienie tego filmu i tego czym może być prawdziwa sztuka filmowa (i przepraszam, za używanie tak wielkich słów, które dzisiaj już nic nie znaczą).

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do eM Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.