Idzie Walentynek po pączki, ale od dawna pączków nie robio. Zaraz będzie na miejscu i sam się o tym przekona. I – no proszę – wisi kartka przyklejona do szyby z pomocą takich małych, prostokątnych fragmentów taśmy przezroczystej. Od wewnątrz ktoś je przykleił do kartki, żeby Walentynek jej nie zdarł, bo jest nieco z natury szurnięty. A przecież inni też mają prawo wiedzieć, że pączków już nie robio, że skończyło się, a właściciele wyjechali do Włoch, do Grecji, gdziekolwiek. Walentynek więc podchodzi do drzwi i czyta, co na tej kartce napisano, ale tak naprawdę nie wie, czy to dobry pomysł. Na kartce tańczą wielkie litery, jedne tarzają się w kałuży, inne z głowami w chmurach, a wszystkie układają się w jeden prosty komunikat: PĄCZKÓW NIE ROBIO. PRZEPRASZAMY. ODEJDŹ W POKOJU.
Walentynek jednak nie ma najmniejszej ochoty. Nie odejdzie w pokoju, choćby go za włosy ciągnęli w przepaść albo za rękawy w studnię lub jeszcze gorzej. Czołem opiera się o szybę, ciałem swoim walentynkowym przywiera do drzwi i myśli, że sam musi się o tym przekonać. Co mu będą mówić, że pączków nie robio? Może nie robio, a może robio. Nie przekonasz się, jeżeli sam tego nie sprawdzisz, myśli Walentynek, bo jest nieco uwikłany w swoją szurniętość pospolitą.
I niby nic się nie dzieje dalej. I niby, gdyby ktoś akurat przechodził obok i spojrzał w kierunku Walentynka, odniósłby wrażenie, że ot, ktoś stoi przed drzwiami pączkarni, w której już pączków nie robio. Że ktoś zapewne na swój sposób, bo ludzie teraz tacy są wrażliwi może, żegna się z pączkarnią, rozbiera się przed nią, obnaża, dotyka, językiem, ociera, może nawet coś więcej.
Więc niby nic się nie dzieje, a jednak jest to tylko złudzenie. Bo się dzieje. Bo Walentynek nagle czuje, że przenika przez drzwi. Najpierw fragment czoła, potem palce u stóp, za chwilę guzik płaszcza. I jednym okiem dostrzega nawet, że część jego samego, Walentynka, z jakichś powodów znalazła się po drugiej stronie. Jak to? – Myśli Walentynek. Jak to się dzieje i czy aby nie jest to sen? Ale zaraz szczypie się prawą ręką w prawe ucho, które też z jakichś powodów nie zostało wchłonięte do środka. I przekonuje się, że nie, żaden to sen, mara, zjawa, iluminacja. Ino sama prawda, że aż głucho mu dudni w uszach, taka to prawda, nie sen.
Po jakimś czasie znalazł się kupiec na budynek po byłej pączkarni. Mówią, że wszystko się zmieniło. Teraz zamiast pączków, można tam było kupić ryby z dalekich mórz i oceanów. Smażone i na wynos. Zanim jednak zdarto kartkę z napisem: PĄCZKÓW NIE ROBIO. PRZEPRASZAMY. ODEJDŹ W POKOJU, zanim wymieniono szklane drzwi na drewniane, wydarzyło się coś, co wywołało pewne zamieszanie. Otóż – tak sobie od tego czasu jeden z drugim opowiadają w tajemnicy – znaleziono kogoś. Tak, nie tylko, że znaleziono, ale też odkryto nawet. Okazało się, że z jakichś niewyjaśnionych przyczyn stare szklane drzwi przedzielały jakąś nieszczęśliwą postać na pół. No może nie całkiem tak symetrycznie, ale prawie. Niektórzy są przekonani, że część ust po stronie pączkarni jeszcze się poruszały i wypluwały wraz ze śliną żeńskie końcówki, że przy wymianie drzwi zsunęła się sukienka, a obecni tam stolarze mieli zobaczyć waginę i aż się przeżegnali, bo nie wiedzieli, czy dobry to znak, czy może jakieś fatum. Z kolei inni upierali się, że z drugiej strony, od ulicy, kiedy wymieniano szklane drzwi na drewniane, usta tej dziwnej postaci jeszcze się poruszały i wypluwały wraz ze śliną, zmieszaną skądinąd z krwią męskie końcówki, że spodenki się osunęły, pod którymi nie było żadnej bielizny i oczom stolarzy objawił się zmarszczony fallus, przypominający nieco makaron kolanka, który ktoś wypluł na talerz podczas niedzielnego obiadu, że aż się z tego wszystkiego przeżegnali, bo nie wiedzieli, czy do dobry, czy zły omen. Ponoć zrobiono na tę okoliczność dokumentację w formie audio, wideo i foto.
Inni natomiast przekonywali, że i owszem, widzieli tam kogoś, kto stał cały boży dzień jeden i drugi i wyglądał, jakby modlił się, by mu drzwi otworzyli. Ale – mówiono – nikt na niego nie zwracał uwagi, bo wszyscy doskonale się orientowali, że już pączków nie robio.

Dodaj odpowiedź do rklanblog Anuluj pisanie odpowiedzi