Rada Miejska w najbliższy czwartek (4 lutego) po raz drugi w tej kadencji będzie głosować uchwały intencyjne o zamiarze likwidacji szkół wiejskich. Nigdzie tego nie widać, media o tym nie piszą, ale nadal towarzyszą temu ogromne emocje. Czego przykładem niech będzie fragment komisji oświaty, który zamieszczam poniżej, gdzie 2 lutego dyskutowano o tychże uchwałach. W tym materiale można usłyszeć, jak bardzo różnią się w podejściu do tego tematu radni koalicji rządzącej i radni opozycji. Co z jednej strony jest zrozumiałe, bo od zarania dziejów opozycja z koalicją rządzącą nie była i nigdy nie będzie w stanie się porozumieć.
Z drugiej strony dzisiejsza koalicja rządząca składa się z radnych, którzy w poprzedniej kadencji nie przyjmowali argumentów od ówczesnej władzy na temat kosztów, jakie gmina ponosi w przypadku szkół wiejskich, na temat liczebności uczniów w tych placówkach, jak i liczby urodzin, które wskazywały na wyraźną, spadkową tendencję.
Dzisiaj ci radni są w koalicji rządzącej i niemal słowo w słowo cytują wypowiedzi byłej pani burmistrz i byłego wiceburmistrza. A więc mówią, że liczby nie kłamią, gmina jest biedna, gmina musi podejmować racjonalne decyzje, gmina o wszystko się zatroszczy, gmina zatrudni wszystkich nauczycieli. O nic się nie trzeba martwić.
Jednocześnie ci radni muszą sobie zdawać sprawę, że są kompletnie niewiarygodni dla rodziców, nauczycieli i dyrektorów wiejskich placówek, bo jeszcze trzy lata temu w tej samej sytuacji byli skłonni im nieba uchylić. Dzisiaj odwrotnie – weszli w buty swoich poprzedników. Zapomnieli o tym, że w tym małym miasteczku trzeba zrobić wszystko, aby ci, którym zamierza się zlikwidować szkoły, nie mieli poczucia krzywdy. A jest to możliwe tylko wtedy, kiedy sposób przeprowadzenia całej tej operacji będzie dla nich przejrzysty. Nie będą mieli poczucia, że są albo manipulowani, albo traktowani z buta, albo wtedy, kiedy podawane są dane, co do których oni sami mają wiele uwag, których na końcu i tak nie bierze się pod uwagę, ani się ich nie artykułuje. W końcu być może jest to możliwe, jeżeli będą mieli poczucie, że rozmawiają z poważnymi ludźmi, którzy nie zmieniają co dwa lata zdania na temat tak ważny, jak likwidacja szkół wiejskich.
Z kolei wypowiedzi nowej pani dyrektor biura oświaty, że dyrektorzy szkół zawsze będą bronić swoich placówek, dlatego ich zdanie niekoniecznie coś wniesie do dyskusji o likwidacji szkół wiejskich, że podobnie z rodzicami, którzy są niechętni tym decyzjom, więc to zrozumiałe, że nie będą chcieli rozmawiać z przedstawicielami wschowskiego samorządu – te wszystkie wydawać by się mogło racjonalne uwagi, można przecież odwrócić. Można powiedzieć, że pani dyrektor biura oświaty zawsze będzie bronić decyzji swojego pracodawcy, czyli burmistrza, że będzie szukać na każdym kroku argumentów, które decyzję burmistrza wzmocnią. A zatem gdyby tak patrzeć, to właściwie nikt z nikim nie powinien się spotykać. Bo wszyscy mają jakiś interes i tym samym można wspólnotę samorządową wrzucić do kosza z napisem absurd.
Czym jest wspólnota samorządowa nie ma sensu pisać, bo ona w tym miasteczku nie istnieje. I nie dlatego, jak czasami powtarza burmistrz tego miasta, że wszyscy są ze sobą skłóceni. Kłótnia i spory to akurat zdrowy przejaw wspólnoty. Nie kłócą się i nie spierają w Chinach, w Korei Północnej i tym podobnych miejscach na ziemi. Wspólnoty nie ma, bo ona zasadza się na drobnych sprawach, których wyraźnie brakuje w takich sytuacjach, jak likwidacja szkół. Racjonalność, spadek liczby urodzeń oraz tysiące innych danych, wykresów i tabelek, to tylko szkielet. Martwy, jeżeli nie jest budowany na zaufaniu, szczerości, szacunku i tym podobnych sprawach. Ale i na to szkoda, prawdę mówiąc, strzępić języka. Bo o równowagę w tym miasteczku niesamowicie trudno. Bo albo buduje się coś w oparciu o szacunek, ale bez tabelek, albo buduje się coś w oparciu o tabelki, ale bez szacunku. Jedno i drugie nic nie jest warte. A nowi i kolejni zbawcy Wschowy raczej innej potrawy póki co nie są w stanie przygotować.

Dodaj odpowiedź do Darek Anuluj pisanie odpowiedzi